część 25.
Po długim czasie nowa notka. Chyba trochę przesłodzona ale cóż...wystarczy, że prawdziwe życie jest raczej gorzkie. Nareszcie wypuściłam bohaterów z tego przeklętego szpitala - już myślałam, że nigdy się to nie stanie :P Mam nadzieję,że spodoba się Wam ta notka.
Enjoy!!
Rodzice Sue przeprowadzili jeszcze krótką rozmowę z lekarzem, podpisali kilka dokumentów i zabrali córkę do samochodu. Razem z Sue jechał jeszcze Gabriel, natomiast David zabrał swoim samochodem Laurę i Alexis.
Szpital nie był daleko od domu Sue, więc dojazd zajął im nie całe piętnaście minut. Kiedy byli już w pobliżu zobaczyli jak dwóch chłopców kopie kogoś leżącego na chodniku. Ojciec Sue zatrzymał się na chodniku, nakazał żonie i Sue zostać w samochodzie a sam z Gabrielem wysiadł, a bardziej wyskoczył z auta. Dali znak Davidowi, żeby im pomógł i pobiegli w stronę chłopaków.
- Hej, zostawcie go! – krzyknął David
Chłopcy obejrzeli się i widząc, że ktoś biegnie w ich kierunku uciekli. David dobiegł najszybciej do leżącego na chodniku chłopaka.
-Żyjesz? – zapytał klękając przy nim.
- Tak, ale gdyby nie wy...
- Boże, MAX! – krzyknął David. Gabriel właśnie podbiegł do brata, można było wyczuć, że jest przerażony. David położył mu dłoń na ramieniu dając tym znak, że nie jest sam i żeby się trzymał.
- Max, odezwij się – poprosił Gabriel
- Spokojnie braciszku, żyję.
- Jesteś w stanie wstać? – zapytał chłopaka ojciec Sue
- Jeśli mi pomożecie, to tak – we trójkę podnieśli blondyna. Chłopak cicho zaklął.
- Zanieśmy go do mnie do samochodu. Tam jest więcej miejsca niż u taty – powiedział David.
- Nie. Ja się do ciebie przesiądę, a Max niech usiądzie koło Sue – zaproponował Gabriel. Dobrze wiedział, że tego potrzeba jego bratu a i Sue będzie spokojniejsza mając Maxa obok siebie.
- Może to i dobry pomysł – odparł ojciec Sue. Razem podnieśli chłopaka i skierowali się powoli w stronę samochodu. Kiedy byli parę kroków od samochodu Gabriel poprosił ich aby chwilę zaczekali i poszedł uprzedzić Sue.
- Sue, ja przesiądę się do Davida a ty zrób miejsce ok? Jest bardzo pobity.
- Dobrze – odpowiedziała Sue. Była troszkę zdenerwowana – A kto... – nie dokończyła zdania, bo David z ojcem właśnie przyprowadzili Maxa i otworzyli drzwiczki. Chłopak pochylił się aby wsiąść i Susan zobaczyła jego twarz. Dziewczyna zakryła sobie usta dłonią i wyszeptała „O Boże...Max”. Zrobiła miejsce dla blondyna. Max oparł głowę o podgłówek i spojrzał na Susan lekko przekrzywiając głowę. Jej oczy świeciły od wzbierających łez. Dziewczyna wpatrywała się w niego ze strachem w oczach. Po chwili po jej policzku spłynęły łzy. Max widząc to wyciągnął rękę w jej kierunku, co wywołało lekki grymas na jego twarzy, i otarł kciukiem dwie słone krople. Sue objęła swoimi dłońmi ciepłą rękę chłopaka i spojrzała w jego oczy, po czym rozpłakała się na dobre. Chłopak postarał się objąć dziewczynę, która, łkając, wtuliła się w jego tors.
- Ćśś – wyszeptał Max opierając swój policzek o głowę dziewczyny. Zamknął oczy i milczał.
W samochodzie nikt się nie odzywał. Mama Sue siedziała na przednim siedzeniu i starała się nie wpatrywać w przednie lusterko. Zastanawiała się czy nie wysiąść, ale zdecydowała, że zostanie. Ojciec Sue jeszcze rozmawiał na dworzu z Gabrielem i Davidem. Max pomimo całego tego bólu czuł się cudownie. Ten cały ból był niczym, ponieważ trzymał w ramionach dziewczynę którą kochał.
- Musimy zawieźć cię do szpitala – powiedział ojciec Sue wsiadają do samochodu. Udał, że nie widzi płaczącej córki – i tak nie wiedziałby co powiedzieć, aby w jakiś sposób jej pomóc. Nigdy nie był najlepszy w pocieszaniu płaczących kobiet. Było mu ogromnie żal obojga, ale cóż miał teraz powiedzieć? Tak, lepiej było chyba nie poruszać tego tematu, bo mógłby tylko pogorszyć całą sytuację.
- Nie, proszę nie dzisiaj – odpowiedział blondyn.
- Bez gadania Max. Ktoś musi zrobić ci prześwietlenie. Możesz mieć połamane żebra.
- Tak, jedźmy – powiedziała Sue przez łzy. Spojrzała na chłopaka i przejechała dłonią po policzku chłopaka. Był taki ciepły. Jej oczy zdawały się mówić „Proszę, zrób to dla mnie”. Chłopak westchnął i już się nie sprzeciwiał.
Około godziny zajęło lekarzom zrobienie potrzebnych badań. Okazało się, że Max ma złamane cztery żebra, sporo siniaków i ranę na głowie. Doktor nalegał aby chłopak pozostał w szpitalu przynajmniej do jutra, jednak Max uparł się, że wraca do domu. Szpital źle mu się kojarzył i nie miał ochoty spędzić tu samotnie nocy.
- Nic poważnego mi nie jest, a to łóżko może się przydać komuś naprawdę potrzebującemu. Poza tym, mam dość tego miejsca.
Chłopak został porządnie obandażowany, dostał informacje jak stosować zalecone maści i leki i został wypuszczony ze szpitala. Max usiadł na tylnym siedzeniu samochodu. Sue po krótkiej rozmowie z Gabrielem dołączyła do niego:
- Mamo, tato, rozmawiałam z Gabrielem i doszliśmy wspólnie do wniosku, że chyba lepiej będzie jak Max przenocuje dzisiaj u nas. Macie coś przeciwko? Nie twierdzę, że Gabriel źle by się zajął bratem, ale po prostu pomyślałam, że Max’owi przyda się opieka rodzicielska teraz.
- Sue, daj spokój. Jesteście z Gabrielem przewrażliwieni. Nic...
- Nie, oni mają rację Max – powiedziała mama dziewczyny – opieka kogoś dorosłego Ci się przyda.
- Ale ja sobie poradzę...
- Tak? Tak samo jak sobie poradziłeś dzisiaj? Pamiętasz – przyrzekałeś mi, że jesteś bezpieczny. Właśnie widzę – zakończyła dyskusję Sue.
- Czasami jesteś okropna wiesz? Gdyby nie fakt, że nie mam dziś siły, to nie wygrałabyś tak łatwo.
- Akurat. Ok, to jedziemy.
- Wiecie co, to ja odwiozę dziewczyny do domu – zaproponował David.
- Dobry pomysł. W takim razie do zobaczenia w domu. Gabriel jedziesz jeszcze z nami? Domyślam się, że jeszcze chcesz poczekać aż Max będzie bezpiecznie u nas w domu - powiedział tata Sue.
- Tak, pojadę z wami. Jak to wcześniej mój brat powiedział – jestem przewrażliwiony, więc jak mógłbym go teraz zostawić – zaśmiał się.
Kiedy dojechali do domu i wprowadzili Maxa do środka, Gabriel pożegnał się ze wszystkimi, uścisnął brata i wrócił do domu. Max dostał pokój naprzeciwko Sue. Po ok. 15 minutach leżał już w łóżku, patrząc w sufit. Na dole słychać było Davida krzątającego się po kuchni. Max nie mógł zasnąć. Jego łóżko znajdowało się tuż przy drzwiach. Chłopak spojrzał w kierunku pokoju Sue. Drzwi były otwarte i słychać było, że dziewczyna też przewraca się z boku na bok.
Sue leżała twarzą zwrócona do okna. Patrzyła na ciemne niebo. Mogłoby się wydawać, że poza tym co widzimy nie ma nic więcej. Jednak wiemy, że za warstwą chmur kryje się coś jeszcze. Świat bezkresny, nieodkryty. „Jak życie” – pomyślała czarnowłosa.
Nagle usłyszała dźwięk powolnych kroków. Po jakimś czasie zobaczyła, że Max wchodzi do jej pokoju. Chłopak nie bardzo mógł się poruszać, jednak mimo to starał się dotrzeć do łóżka Sue. Kiedy wreszcie mu się to udało wsunął się po cichu pod kołdrę obok dziewczyny i objął ją w pasie. Lekko syknął, gdyż połamane żebra dały o sobie znać. Przytulił się do Sue, pocałował ją w szyję i wyszeptał „Kocham cię”. Tak wtuleni w siebie – zasnęli.
K. 9/08/2009 21:50:05
komentarzy 1 ||
Komentuj
część 24
Nie mam zdania czy ta notka jest dobra. Mam wrażenie, że się wypalam i tracę uczucie do tego opowiadania. Chciałam...nadal chcę, napisac je do końca w te wakacje, ale nie mam pojęcia czy mi się to uda. Muszę znaleźć jakieś natchnienie. Podejrzewam także, że opowiadanie zostanie sporo skrócone, że wyrzucę kilka pomysłów do kosza. Tak będzie lepiej i opowiadanie nie stanie się jakąś książkową operą mydlaną (jeśli już takie nie jest...).... Mam nadzieję, że oceniając ten rozdział weźmiecie pod uwagę wszystko co napisałam. Liczę na szczerą krytykę a nie nieprawdziwe słowa tylko po to, aby mi poprawić humor ;)
Zapanowała cisza, ale nie była to niezręczna chwila. Bo czasem w ciszy kryją się wyznania, których nie da się ubrać w słowa. Czasem lepiej jest pomilczeć, bo nie na darmo powiadają, że „milczenie jest złotem”. Gest, spojrzenie znaczą często więcej niż słowa.
Max i Sue chcieli nacieszyć się tą chwilą. Dziewczyna była szczęśliwa, że zdecydowała się zadzwonić. Poczuła niewypowiedzianą ulgę, że mogła usłyszeć jego szept. Żadne z nich nie chciało przerywać tej ciszy, gdyż, dopóki trwała, wydawało im się, że są obok siebie, blisko...W końcu Sue zdecydowała się odezwać:
- Martwiłam się o ciebie. Czemu nie odbierałeś telefonów od Gabriela?
- Miałem dużo spraw do przemyślenia. Jak się czujesz? – zapytał z troską w głosie. Nie chciał rozmawiać o sobie, o tym co się z nim działo przed te parę godzin, o tym co zaszło na jezdni.
- Dobrze. Za chwilę wyjdę ze szpitala.
- Bardzo się cieszę – odpowiedział uśmiechając się do siebie. Ta informacja pozwoliła mu częściowo poczuć się lepiej.
- Ja bym się cieszyła bardziej, gdybym wiedziała, że z tobą wszystko ok. i jesteś bezpieczny.
Max spojrzał na stojący przed nim samochód i oddalającą się kobietę.
- Jestem bezpieczny. Naprawdę, nic mi nie będzie.
- I tak będę się martwić dopóki nie usłyszę, że jesteś w domu, w swoim łóżku.
Max zaśmiał się cicho.
- Nie martw się, jest tylko jedno łóżko inne niż moje, w którym bym zasnął, a aktualnie jest ono niedostępne dla mnie...
Sue uśmiechnęła się. Chciała krzyknąć, że wszystko mu wybacza, żeby tylko ją przytulił...żeby był bezpieczny, żeby już nigdy nigdzie nie odchodził...
- Max...
- Hm?
- ...po prostu wrócić dziś do domu...proszę...
- Dobrze – odpowiedział pokornie. Nie był w stanie jej odmówić kiedy go o coś prosiła.
- I... urwała, bo głos jej się załamał. Znów zapadła cisza. Max nie ponaglał dziewczyny, czekał aż będzie w stanie dokończyć kwestię. -...pamiętaj, że mój dom jest także twoim... – powiedziała szeptem bo głos nadal jej się łamał. Odczekała chwilę i rozłączyła się.
***
- Kto to był? – zapytał David
- Artur. Okazało się, że cały wieczór spędził z Alexis.
- Na balu? No proszę...i co?
- Chciał do niej numer...Coś chyba nabroił.
- Mhm. No to się chłopak namęczy z przepraszaniem Al. – David zaśmiał się – Aaale Ty mu na pewno w tym pomożesz, mam rację?
Laura lekko popchnęła chłopaka i zaśmiała się
- Że niby ja taka swatka jestem tak? Pomogę mu się z nią spotkać. Ale na pewno nie będę ich swatać. Pomogę tylko Alexis przekonać się, że Artur to naprawdę fajny chłopak.
- Ale „na pewno nie będę ich swatać” – przedrzeźnił ją brunet. Dziewczyna lekko uderzyła go w ramię.
- Bo nie będę – powiedziała z przekorą i zaśmiała się. – Dobra, wracajmy do Sue. Może lekarz pozwoli ją zabrać do domu.
***
- Co powiedział? – zapytał Gabriel
- Że miał parę spraw do przemyślenia..że jest bezpieczny.
Chłopak głośno wypuścił powietrze.
- A twoje ostatnie słowa...? Co to miało oznaczać? – zapytała Alexis.
- Hm...miało oznaczać tyle, że mu wybaczyłam. Chyba zrobiłam za dużo aferę o to wszystko.
Gabriel przytulił przyjaciółkę. Susan poczuła, że do oczu napływają jej łzy, szybko otarła je, zaśmiała się i rozluźniła uścisk.
- To co, zbieramy się stąd? - zapytała.
- Tak - odparła uradowana Alexis. I zaczęła zbierać rzeczy przyjaciółki.
- A wy dokąd? – zapytał David wchodząc do sali.
- Do domu. Przed chwilą dostaliśmy pozwolenie od lekarza.
***
Max rozłączył się. Nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Nie docierało do niego że Susan prawdopodobnie mu wybaczyła. Chłopak ruszył przed siebie. Był pewien, że musi usłyszeć to jeszcze raz, patrząc Sue prosto w oczy. Musi mieć pewność, że ona mówiła to poważnie i, że jest tego pewna.
Nim się obejrzał był niedaleko domu Suse. Rytmicznym krokiem szedł przed siebie. Kiedy wyszedł zza rogu zobaczył trójkę młodych chłopaków zmierzających w jego kierunku. Byli pijani i raczej niezbyt pozytywnie nastawieni.
- A kolega dokąd? –zapytał najwyższy z trójki kiedy zbliżyli się do Maxa.
- Przed siebie. Nie mam czasu na pogawędki. Innym razem chłopak – blondyn ruszył dalej, jednak trójka chłopaków ani myślała tak po prostu go puścić.
- Chwila chwila...Czego fikasz? Chcesz w morde? – Max cofnął się o parę kroków, ale został otoczony. Nie miał żadnej możliwości ucieczki. Jednak nie miał zamiaru się poddać.
Stojący najbliżej Maxa chłopak zamierzył się z pięścią na niego. Jednak blondyn zrobił unik i uderzył chłopaka w brzuch. Niestety przed kolejnym uderzeniem nie udało mu się uciec. Poczuł silny ból w żebrach. Syknął. Kopnął trzeciego chłopaka w brzuch a następnie w kolano, tak że tamten upadł na ziemię. Dwóch pozostałych wpadło w szał. Ciosy padały z obu stron, bili na oślep, byle tylko bić. Max starał się odpierać uderzenia. Nagle poczuł kilka uderzeń w brzuch i silny cios w twarz. Chłopak zgiął się wpół, upadł na ziemię i plunął krwią...
K. 12/07/2009 14:27:10
komentarzy 1 ||
Komentuj
część 23
Z samochodu wysiadła niewysoka kobieta. Z przerażeniem na twarzy podbiegła do Maxa, który cały czas stał po środku jezdni wpatrzony w światła auta.
- Zwariował pan? – zapytała kobieta łamiącym się głosem. – Przecież mogłam nie wyhamować.
- I może trzeba było – odparł cicho blondyn.
Zapadła cisza. Kobieta wpatrywała się zszokowana na młodego chłopca stojącego przed nią. Początkowo nie zrozumiała co przed chwilą do niej powiedział. Ale w chwili, kiedy do niej dotarł sens słów Maxa kobieta przeraziła się i wydała z siebie zduszony okrzyk. Nie potrafiła zrozumieć co doprowadziło blondyna do takiego stanu. „Ten chłopak ma przecież całe życie przed sobą. Milion możliwości, przyszłość. Jeszcze tyle do przeżycia a on w tak beznadziejny sposób chciał odebrać sobie możliwość doświadczenia tego wszystkiego...”. Nie mieściło jej się to w głowie.
Po chwili Max odwrócił się od kobiety, zarzucił na głowę kaptur i chciał odejść, ale kobieta chwyciła go za łokieć.
- Nie popełnij żadnego głupstwa. Cokolwiek się stało, nie jest to na pewno warte takiego poświęcenia – chłopak odwrócił się w stronę kobiety ale nie spojrzał na nią. Wzrok miał wpatrzony w jakiś nieokreślony punkt na ciemnym niebie.
- Co pani może wiedzieć – warknął chłopak. Wśród ciszy rozległ się dźwięk telefonu. Max rozpoznał dzwonek przypisany numerowi brata.
- Nie odbierzesz?
- Nie.
- Ktoś się pewnie o ciebie martwi.
- Teraz to nie ma znaczenia.
- Posłuchaj, ma i to ogromne. Co ty wyrabiasz najlepszego, co?! Zastanowiłeś się nad tym co przed chwilą mogło się stać?
- Nie miałem czasu na zastanawianie się. To był impuls – Telefon umilkł.
- Impuls. I pod wpływem tego impulsu tak po prostu chciałeś odebrać sobie szansę na długie życie, tak?
- Nikt nie może wiedzieć ile będziemy żyć... – Max przez cały czas patrzył przed siebie. Sam nie wiedział czemu rozmawia z nieznajomą. Wiedział, że ta rozmowa do niczego nie prowadzi... Ale co miał teraz lepszego do roboty.
- Owszem, ale też nikt nie powinien sobie sam tego życia skracać – w kieszeni chłopaka odezwał się kolejny dzwonek. Tym razem rozpoznał, że to Alexis - Na pewno ktoś się o ciebie martwi. Odbierz.
- To nikt ważny – telefon zamilkł ponownie – Z resztą teraz odebrałbym tylko jeden telefon a ten nigdy nie zadzwoni.
- Nikt nie może wiedzieć co się stanie – odpowiedziała kobieta, naśladując poprzednią wypowiedź chłopaka.
- Skąd w pani tyle optymizmu? Na świecie dzieje się tyle zła, ludzie co chwila niszczą sobie i innym życie, podejmują złe decyzje, zabijają...Ludzie wiecznie upadają...
- Bo to jest część naszego życia, naszej natury – popełnić błąd. Ale ważne jest, żeby nie zatracać się w tych złych działaniach, nie tracić nadziei. Bo nie ważne ile razy się upada...
- ...ważne ile razy się wstaje, tak wiem. A co jeśli przyjdzie taki czas, że już nie będzie można wstać...
- Zapewniam cię, że ty możesz wstać. A zrobisz to dokładnie wtedy, kiedy ten telefon, na który czekasz zadzwoni.
- No to sobie jeszcze poczekam...
- Może stanie się to szybciej niż ci się wydaje...
Max wreszcie obdarzył kobietę spojrzeniem. Miała duże oczy. W ciemności nie potrafił określić jakiego koloru, ale zobaczył w nich podobne iskierki do tych, jakie widział w oczach Susan. Z tym, że iskierki Susan zawsze lekko drgały. Mimo tej małej różnicy, widząc znajomy widok poczuł jakieś wewnętrzne ciepło. Kąciki jego ust lekko drgnęły i na twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Początkowo nie zwrócił na niego w ogóle uwagi wpatrując się w oczy kobiety. Dopiero kiedy usłyszał jej pytanie „Może teraz?” skupił się na dźwięku dzwonka. Nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Gwałtownym ruchem sięgnął to kieszeni spodni i wyciągnął prędko telefon. Na wyświetlaczu migał napis „Sue :* dzwoni”.
***
Artur wrócił do domu z imprezy z ogromnym wyrzutem sumienia. Bal bardzo mu się podobał, jednak nie był w ogóle zadowolony z jego zakończenia. Policzki nadal go piekły po uderzeniach drobnej dłoni blondynki a do tego ta sprawa z Sue. Najbardziej jednak był zły, że nie znał imienia dziewczyny, z którą spędził tak uroczy wieczór...
- Hm, ale skoro była na imprezie u Laury...to muszą się znać... – spojrzał na zegarek. Było dobrze po 23 – Hm, spróbuję do niej zadzwonić. Zazwyczaj o tej godzinie nie śpi.
Wybrał numer przyjaciółki. Po jednym sygnale usłyszał jej głos w słuchawce.
- Cześć księżniczko, mam nadzieję, że nie śpisz... – przywitał ją tak jak zwykle, chociaż chciał jak najszybciej przejść do sedna sprawy.
-
Cześć Artur! Nie, jesteśmy jeszcze w szpitalu.
- Ojej, tak długo? Co z Sue? – zapytał zaniepokojony.
-
Wszystko ok. już. Ale jeszcze jest na obserwacji. Jeszcze dzisiaj powinna wyjść.
- No to dobrze...Ale słuchaj....ja w zasadzie dzwonię bo mam do ciebie sprawę.
-
Tak myślałam, że to coś nie cierpiącego zwłoki, że dzwonisz o tak nietypowej dla siebie porze – zaśmiała się.
- No tak. Bo widzisz...Dzisiaj przez cały bal świetnie się bawiłem z jedną dziewczyną. I nie mam pojęcia jak się nazywała.
-
Hm, kopciuszek – zaśmiała się Laura –
a bucik zostawiła?
- Laura! Ja naprawdę potrzebuję twojej pomocy. Ta dziewczyna była niesamowita.
-
No dobra, postaram ci się pomóc. Tylko opisz mi ją jakoś.
- Blond włosa, drobna, nie wysoka. Miała żółtą maskę i długą sukienkę...też chyba żółtą.
-
To przecież Alexis. I miała kręcone włosy?
- Tak, dokładnie.
-
To na pewno Alexis. No proszę, kto by pomyślał, że poskromisz naszą Alexis.
- No...nie do końca ją poskromiłem. Pod koniec balu spoliczkowała mnie dwa razy bo...bo ją pocałowałem.
-
Uh...no tak, to teraz jestem na 200% pewna, że to Al. Hm, jeśli jej nie przeprosisz, to możesz o niej zapomnieć. Chociaż też nie dam głowy, że przeprosiny wystarczą.
- No tak, tylko gdzie ja ją spotkam.
-
Hm...możemy coś upozorować – zaśmiała się –
Ale to pozwól, że przyjdę do ciebie jutro i coś wymyślimy, dobrze? Bo o tej godzinie nie jestem w stanie kreatywnie myśleć.
- Jasne, w porządku. Przepraszam, że zawracałem ci głowę i dziękuję.
-
Oj przestań. To do jutra – dziewczyna cmoknęła w słuchawkę, przesyłając buziaka przyjacielowi i rozłączyła się.
***
- I co? – zapytał Gabriel wpatrując się w Sue. Dziewczyna od 5 minut starała się dodzwonić do Maxa. Na razie bez skutku.
- Chyba się jednak myliłeś. Nie jestem tą osobą od której odbierze telefon – powiedziała czarnowłosa. W jej głosie rozczarowanie mieszało się ze smutkiem. Opuściła rękę i już miała nacisnąć na czerwoną słuchawkę, kiedy usłyszana głos, który tak kochała. Natychmiast przystawiła sobie słuchawkę do ucha.
- Max?! – prawie krzyknęła. Nikt nie odpowiedział, więc powtórzyła raz jeszcze. – Max, odezwij się proszę.
-
Cześć Sue – wypowiedział te słowa prawie szeptem.
K. 8/05/2009 23:49:32
komentarzy 2 ||
Komentuj
część 22.
Laura wyszła z Davidem ze szpitala aby zrobić sobie krótki nocny spacer wokół budynku. Dziewczyna wiedziała, że z Sue jest teraz Alexis więc nie martwiła się. Poza tym nie chciała im przeszkadzać w rozmowie.
- Piękna noc. Taka jednolita.
- A ja wolę kiedy są gwiazdy. Noc taka jak dzisiejsza sprawia, że wydaje mi się, że jesteśmy w jakimś labiryncie, z którego nie widzę wyjścia. Bo żadna ścieżka nie jest widoczne i niebezpieczne jest chodzenie na oślep. Gdyby nie te latarnie to w ogóle nie wiedziałabym dokąd iść.
- To wtedy nigdzie nie musielibyśmy iść. Zostalibyśmy tutaj i porobili coś....zajmującego.
Laura lekko uderzyła chłopaka w ramię.
- No co? – zapytał głosem niewiniątka.
- Twoja siostra leży na sali w szpitalu a ty myślisz tylko o jednym.
- Moja siostra jutro a może nawet dzisiaj wyjdzie ze szpitala. A ja po prostu...po naszej dzisiejszej rozmowie, kiedy wyjaśniliśmy sobie wiele rzeczy zapragnąłem, żebyśmy pogodzili się tak...całkowicie.
- Ah tak... Zastanowię się czy zasłużyłeś na taką formę pogodzenia. – Laura uśmiechnęła się do siebie. Nie pokazywała tego po sobie ale cieszyła się jak małe dziecko. Zawsze kiedy po jakimś kryzysie między nią a Davidem sprawy wracały do normy, ona czuła się tak, jakby ktoś jej dał w prezencie skrzydła. Ta radość rozsadzała ją od środka. Wiedziała, że prędzej czy później w jakiś sposób okaże tą radość swojemu chłopakowi.
- Kochanie...ty drżysz –zauważył brunet i zatrzymał się. Zdjął z siebie kurtkę i zarzucił Laurze na ramiona.
- Nie, nie ma mowy. Teraz ty zmarzniesz.
- Spokojnie, nic mi nie będzie. A jeśli się rozchoruję to będę miał najpiękniejszą opiekę pod słońcem, bo będę miał ciebie – pocałował Laurę i przyspieszył kroku w stronę wejścia do szpitala.
***
- To co kochana, wychodzisz z tego przygnębiającego miejsca? – zapytał Gabriel, kiedy zbliżył się do łóżka Susan.
- Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała. Ale nie mam pojęcia, czy już mi wolno...
- To może ja pójdę poszukać twoich rodziców? – zaproponowała Alexis.
- Mogłabyś? Och dziękuję, kochana jesteś – uśmiechnęła się do niej po czym odprowadziła przyjaciółkę wzrokiem do drzwi. Po jej wyjściu w sali zapadła cisza. Gabriel spuścił wzrok. Sue pomyślała, że to u nich rodzinny nawyk, kiedy nie chcą o czymś rozmawiać albo czegoś się wstydzą.
- Gabriel... – dziewczyna zawiesiła głos. Biła się z myślami. Nie wiedziała , czy chce znać odpowiedź na pytanie, które planowała zadać...Ale ciekawość okazała się silniejsza od niej. A może to była po prostu troska? – Miałeś wiadomość od Maxa?
Chłopak podniósł głowę. Nie takiego pytania oczekiwał. Sądził, że Sue będzie pytała o to czy Max coś mu mówił i jakie jest jego podejście do całej tej sytuacji. Oczywiście, wiedział, że Sue jest bardzo dobrą osobą, szlachetną, ale nie myślał, że wykaże jakiekolwiek zainteresowanie tym co się dzieje z jego bratem.
- Niestety. Wyszedł ze szpitala nic nie mówią, a teraz nie odbiera ode mnie telefonów...Martwię się, bo...a...nie ważne. – chłopak ugryzł się w język. Nie chciał dokończyć tego zdania gdyż podejrzewał, że Sue mogłaby mieć wyrzuty sumienia. Ba, on wiedział, że tak będzie i chciał tego uniknąć. „Eh, świetnie, mam za długi język...no to teraz się zacznie...” – pomyślał.
- Ważne! Bardzo ważne! Dlaczego się martwisz...?
Chłopak westchnął.
- Naprawdę nie istotne. To nie miało najmniejszego znaczenia.
- Miało!!
- Oj, po prostu nie lubię, kiedy przez tak długi czas mój starszy brat błąka się po nocy po mieście i nie odbiera telefonów. Mimo, że wiem, że dałby sobie radę w jakiejś bijatyce to jednak...no sama rozumiesz. To mój straszy brat.
Susan popatrzyła na przyjaciela świdrującym wzrokiem.
- Nie to miałeś na myśli. Tego nie miałbyś po co przede mną ukrywać. Gabriel, proszę powiedz. Wiesz, że nie dam ci spokoju...
- Ta, niestety wiem. Czemu ty nie możesz chociaż raz ulec komuś w jakiejś dyskusji?
- W dyskusji mogę, ale nie kiedy ktoś coś przede mną chce ukryć. Zwłaszcza przyjaciel !!
- Dobrze już dobrze. Eh...przyjmiesz to bardzo do siebie, wiem to, ale sama tego chciałaś...Wiedz, że ja nie próbuję wzbudzić w tobie poczucia winy...
- Powiesz wreszcie?
- Martwię się o Maxa, dlatego, że kiedy opuszczał szpital wyglądał strasznie. Miał tak przerażająco pusty wzrok, jakby nagle ktoś odebrał mu całą radość. Nie mam pojęcia o czym tu rozmawialiście, dlatego, że tak jak wcześniej wspomniałem – Max wyszedł nie mówiąc słowa. Wyminął mnie po prostu, spojrzał na mnie tak jakby patrzył na coś za mną. Mogę się jedynie domyślać, że zerwaliście ze sobą bo inaczej nie zachowywałby się tak. Ale to właśnie dlatego się martwię. Żeby mu coś głupiego nie strzeliło do głowy...
***
Blondyn stał na środku jezdni z zamkniętymi oczami. Słyszał jedynie pisk opon nadjeżdżającego samochodu. Przed oczami stanął mu obraz zapłakanej Sue. Nie uciekał ani przed tym obrazem ani przed nadjeżdżającą śmiercią. Czekał. Podświadomie wiedział, że to co robi jest szczeniackie, ale z drugiej strony...powiadają, że samobójcy są odważni... Tylko czy odwagą nazwiemy ucieczkę od problemów? Czy odwagą jest pozostawienia wszystkich spraw niedokończonych, nierozwiązanych? Odwagą jest opuszczenie najbliższych bez żadnych wyjaśnień?
Nagle wszystko ucichło. Nie było już warkotu silnika, pisku opon. Obraz zapłakanej Sue zniknął z pamięci Maxa. Cisza. Żadnego szumu liści, brak pohukiwania sowy, żadnych dźwięków świerszczy w trawie, ani samochodów jadących w oddali. W takich chwilach człowiek jest w stanie usłyszeć swoje nawet najdalsze myśli. Cisza, która aż dzwoni w uszach. Wokoło panuje ciemność, nie ma nawet najmniejszego źródła światła. A po środku jezdni – samotny chłopak igrający z losem. A w jego głowie - tornado. Jeden wielki pokaz slajdów z wykorzystaniem obrazów z jego życia; obrazów jego najbliższych, w większości Susan i Gabriela. Tak jakby myśli chłopaka nagle chciały mu pokazać, że warto zrobić krok do przodu. Warto uciec z tej przeklętej jezdni; że warto żyć, bo są na tym świecie ludzie, którzy go kochają, którym na nim zależy... a co jeszcze ważniejsze – na których zależy jemu.
Max otworzył oczy. Nagle wszystko wróciło do normy. Usłyszał dźwięk nocnego koncertu świerszczy. Niewielki letni wiatr poruszał gałęziami drzew, zmuszając liście do ciągłego tańca. Niebo jak rozlana kawa, bez gwiazd...Jednak nie było już ogólnej ciemności. Największe światło dochodziło z reflektorów samochodu stojącego po skosie jezdni parę metrów dalej...
***
Nagle drzwi do sali Sue otworzyły się z impetem.
- Możesz już stąd wyjść! – krzyknęła Alexis promieniejąc z radości. Jej uśmiechnięta twarz i kolorowe ubranie cudownie kontrastowały z szarością i smutkiem ścian. Alexis była takim promyczkiem radości, dobrej energii i pozytywnych myśli gdziekolwiek się znalazła. A czuła się jeszcze bardziej szczęśliwa, kiedy słyszała dobre wieści a propos swoich przyjaciół.
- Nareszcie! No na co czekasz? Zbieramy się! – ponaglił Gabriel.
Tylko Sue nie podzielała ich entuzjazmu. Oczywiście, pozwolenie na opuszczenie szpitala było dla niej bardzo miłą informacją, ale w tej chwili nie znaczyło to dla niej wiele. Dziewczyna martwiła się o Maxa. Nie potrafiła odepchnąć czarnych myśli.
- Sue? – Alexis pomachała jej ręką przed oczami.
- Alexis, możesz zadzwonić do Maxa? – zapytała czarnowłosa zupełnie nie zwracając uwagi na okrzyki radości przyjaciół. Alexis nagle przybrała zatroskany wyraz twarzy. Zrozumiała, że jej przyjaciółka ma teraz inny priorytet niż wyjście ze szpitala. Bez pytania po co, dlaczego i czy coś się stało blondynka wyciągnęła telefon i wybrała odpowiedni numer. Odczekała chwilę. Po dłuższym czasie rozłączyła się.
- Sekretarka. Przykro mi...
- Sue...myślę, że jedyną osobą od której Max odbierze telefon...jesteś w tej chwili ty...
K. 29/04/2009 00:54:56
komentarzy 2 ||
Komentuj
część 21
po długiej przerwie wracam. z nową notką i szablonem. Nie wiem czy to ostateczna wersja szablonu, ale na razie na pewno będzie ten...mam nadzieję, że choć troszkę Wam się podoba...
Notka po niezłej motywacji Marty (Kochana, lodów nie będzie ;P )
zapraszam na notkę ^^ i czekam na konstruktywne komentarze
Alexis usłyszała dźwięk swojego telefonu. Przeprosiła Laurę i Gabriela i odeszła w kąt korytarza.
Spojrzała na wyświetlacz. Nie znała tego numeru.
- Tak słucham...?
-
Witaj Skarbeńku – usłyszała znany głos i uśmiechnęła się do siebie.
- Oh, cześć Rafael – odpowiedziała Alexis słysząc znajomy głos.
-
Co słychać? Jak impreza? Jeszcze raz przepraszam, że nie mogłem przyjść, ale sama rozumiesz – cieżko wyrwać się z rodzinnego zjazdu. – Alexis wyczuła w jego głosie irytację na wspomnienie tego wydarzenia.
- Jasne, rozumiem. A impreza...super – Alexis pomyślała o Arturze. Poczuła nagłą falę ciepła. – Tylko skończyła się nie ciekawie. Sue jest w szpitalu.
-
O matko! Co się stało? A ty jesteś cała?
- Tak, tak, ze mną wszystko w porządku. Co się stało? Eh, opowiem ci jak się zobaczymy, bo to dłuższa historia. A powiedz, to przyjęcie rodzinne aż tak męczące było, że mówisz o nim z taką irytacją w głosie?
Rafael zaśmiał się.
-
Wiesz, czułem się tam odrobinę jak w zoo. Jakbym był najciekawszym okazem. Osaczony przez babcie, ciocie i małe kuzynki, które starały się wymusić na mnie pokaz tańca. Starałem się wykręcić brakiem partnerki. Ale to pogorszyło sprawę, bo nagle wszystkie odkryły w sobie talent do tańca...
- I co ty na to? – zapytała Alexis starając się powstrzymać śmiech.
-
Zwariowałaś? Żebym miał później na sumieniu jakieś zawały serca po zbyt energicznej sambie?
Alexis już nie wytrzymała i wybuchła śmiechem.
- No tak, o tym nie pomyślałam.
-
Ale Alexis, dzwonię w sumie po to, aby zapytać, czy w poniedziałek mamy normalnie zajęcia?
- Hm...tak, pewnie. Tylko, jeśli Sue nie wypiszą dziś lub jutro ze szpitala to będę musiała wcześniej wyjść. Chyba, że udałoby się przesunąć godzinę zajęć na wcześniejszą...?
-
Jasne. Nie ma problemu. To co, może 10?
- Super. – Alexis uśmiechnęła się. Była zadowolona, że będzie mogła spotkać się z...no właśnie. Kim był dla niej Rafael? Czy tylko partnerem tanecznym? Kolegą? Może był dla niej kimś więcej...Tego jeszcze nie wiedziała. Miała świadomość jedynie tego, że uwielbia z nim tańczyć, uwielbia spędzać z nim czas – rozmawiać, śmiać się.
-
Ok., nie mogę się już doczekać. Do zobaczenia– powiedział Rafael i rozłączył się.
Alexis westchnęła i wróciła do przyjaciół czekających przed salą Czarnej.
***
Kiedy David wyszedł od siostry Alexis wstała i ruszyła w stronę Sali. Po chwili zauważyła, że Laury nie ma obok niej. Odwróciła się i spojrzała w stronę przyjaciółki. Dziewczyna siedziała bez ruchu wpatrzona w jakiś bliżej nieokreślony punkt. David, który zmierzał do wyjścia, zatrzymał się i spojrzał na swoją dziewczynę. Sytuacja na szpitalnym korytarzu wyglądała dość dziwacznie. Panowała cisza. Czas jakby stanął w miejscu. Nikt się nie ruszał. Wszyscy wpatrywali się w milczącą Laurę. W pewnym momencie rudowłosa zorientowała się, że coś jest nie tak. Kiedy podniosła głowę, jej wzrok napotkał spojrzenie Davida. Zauważyła smutek w jego oczach i żal. Patrzyli na siebie przez chwilę, jakby każde czekało na ruch drugiego, po czym chłopak powoli do niej podszedł i wyciągnął rękę.
- Chodź. Musimy porozmawiać.
Dziewczyna bez słowa podała mu rękę i poszła za chłopakiem milcząc. Kiedy mijali Alexis, Laura spojrzała na nią przepraszająco, ale blondynka tylko kiwnęła głową i pokazała przyjaciółce zaciśnięte kciuki na znak, że się nie gniewa i życzy jej powodzenia, po czym zniknęła za drzwiami sali, w której leżała Sue.
***
Max podążał ciemną uliczką przed siebie. Nogi same go niosły, nie miał pojęcia dokąd. W jego głowie cały czas kotłowały się myśli. Już sam nie wiedział o czym dokładnie myśli. Kiedy jedna myśl się pojawiała, za chwilę zastępowała ją inna. Wszystko nie tworzyło spójnej całości. Miał wrażenie, że w jego głowie rozpętał się huragan, który rozrywa wszelkie myśli, które próbują złożyć się w logiczny zbiór.
Chłopak szedł przed siebie nie rozglądając się na boki. Jego umysł był tak skupiony na tym, aby poukładać w całość myśli, że nie docierały do niego nawet żadne dźwięki. Przyspieszył kroku. Szedł jak w amoku. Bez celu. Byleby nie stać biernie w jednym miejscu.
Nagle usłyszał przeraźliwy pisk opon, który wyrwał go z zamyślenia. Spojrzał w stronę z którego dochodził dźwięk i zobaczył oślepiające żółte światło nadjeżdżającego samochodu. Zamknął oczy, pomyślał „koniec” i zatrzymał się na środku ulicy...
***
David prowadził swoją dziewczynę w jakiś odległy korytarz. Chciał spokojnie porozmawiać w miejscu, w którym nikt ich nie będzie słyszał, nikt im nie będzie przeszkadzał. Wreszcie znalazł takie miejsce; nie dochodziły tam żadne dźwięki, nikt tamtędy nie chodził. Usiedli oboje na krzesłach. Laura patrzyła na bruneta z niepokojem i zniecierpliwieniem w oczach. Chłopak spojrzał na nią i wstał raptownie. Zaczął przechadzać się w nerwowym tempie. Rudowłosa wodziła za nim oczami.
- Przestań, proszę – powiedziała prawie szeptem.
David zatrzymał się i westchnął.
- Przepraszam, ale...nie wiem jak zacząć.
- Od początku. I proszę cię, bez owijania w bawełnę.
- Masz rację. Powiem prosto z mostu. Tak będzie najlepiej – mówił, jakby upewniając samego siebie. Po krótkiej przerwie kontynuował. – Przez cały czas w szpitalu unikałem cię, bo byłem zły. Ale to chyba zauważyłaś.
Rudowłosa przytaknęła ruchem głowy.
- Po pierwsze, byłem wściekły, że nie było mnie przy Sue. Cały czas wydaje mi się, i mam żal do siebie, że gdybym tam był, mógłbym temu zapobiec i teraz byśmy tańczyli do jakiejś ładnej piosenki a nie siedzieli tutaj w szpitalu rozwiązując kolejny problem.
- Myślę podobnie. Jednak nie obwiniam cię o to. Ty mnie najwyraźniej tak... – powiedziała Laura z nutą pretensji w głosie. Nie uważała, że jest temu winna, bo jej zdaniem nikt tu nie zawinił. Nie mogli przewidzieć, że tak się stanie. Co było złego w tym, że chcieli spędzić miło wieczór?
- Nie obwiniam cię za to! – powiedział odrobinę głośniej David. Zamknął powieki i odetchnął. -Nie chcę, żebyś mnie źle zrozumiała. Nie winię cię za to. Jak mógłbym, skoro to był mój pomysł? Nie zrobiłaś nic złego.
- Żadne z nas nie zrobiło nic złego. Chcieliśmy tylko dobrze spędzić wieczór...razem... – wtrąciła Laura.
- Wiem. Jednak poczucie winy było silniejsze. I poniekąd wyładowałem na tobie moją złość na siebie. Z tego powodu jest mi okropnie głupio. I przepraszam cię za to. Drugim powodem mojej złości, mojego unikania ciebie, było to, że do tej pory nie poszłaś do Sue. Nie potrafiłem...nadal jest to dla mnie trudne do zrozumienia, czemu jeszcze nie odwiedziłaś jej... – tutaj jego głos jakby zawisł w powietrzu. Urwał zdanie i spojrzał pytająco na dziewczynę. Laura westchnęła.
- Nie byłam u Sue z dwóch powodów. Pierwszy jest, że początkowo myślałam jak ty – obwiniałam siebie za to co się stało. Jednak po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że nie jesteśmy niczemu winni. Jednak drugi powód jest cały czas aktualny. – Westchnęła. – Po prostu...czuję się beznadziejnie bezradna w zaistniałej sytuacji. Nie mam pojęcia co powiedzieć Sue, co doradzić w sprawie Maxa. Czuję się bezużyteczna. Do niczego nie przydatna. Co, mam tam wejść i milczeć? Przecież nie tak powinna się zachować przyjaciółka...
- Ah to o to chodzi... – wyszeptał do siebie David i klęknął przed dziewczyną. Spojrzał jej w oczy i zauważył, że jest bliska płaczu. – Czy to jest jedyny powód? – Znał odpowiedź, ale chciał to usłyszeć od niej. Nie lubił, kiedy ukrywała przed nim, że się martwiła o ich związek, że martwiła się o niego. Rudowłosa podniosła wzrok i spojrzała na chłopaka. Z wyrazu jego twarzy odczytała, że nie udało jej się ukryć wszystkiego. Westchnęła i przewróciła oczami.
- Czy ty wiecznie musisz wszystko wiedzieć? Już tak dobrze mnie znasz, że czytasz ze mnie jak z otwartej księgi? Czyli niedługo ci się znudzę...
- Kochanie, nigdy mi się nie znudzisz. Nie uważasz, że to właśnie jest wartością naszego związku? Że tak dobrze znamy siebie nawzajem? Ale nie odchodźmy od tematu. To powiedz mi, co jeszcze było powodem Twoich zmartwień i powodem tego, że nie poszłaś do Sue?
- Przecież ty już wszystko wiesz... – odpowiedziała poirytowana Laura. Nie chciała mu tego mówić. Miała wrażenie, że go tym zrani. A nie lubiła tego robić. Sama mogła przyjmować „ciosy” zadawane przez niego czy kogokolwiek innego, byle tylko on nie cierpiał.
- Tak, ale chcę to usłyszeć od ciebie, bo może źle myślę, albo może nie wiem wszystkiego – nalegał brunet.
- Eh...w porządku. Skoro tak bardzo tego chcesz. Problem stanowiła także twoja postawa. To, że mnie omijałeś, unikałeś, nie odzywałeś się do mnie. Nie mogłam tego znieść. W moich myślach na przemian pojawiała się twoja sroga twarz, zimne spojrzenie i wyobrażenie zawiedzionej Sue, kiedy jej powiem, że nie umiem jej pomóc. Nie chciałam, żeby twoja siostra widziała mnie w takim stanie. Ma wiele swoich problemów. Poza tym moim priorytetem stało się rozwiązanie tej sprawy między nami... – Głos jej się załamał. Zamilkła, odwróciła twarz i zamknęła powieki. Pokręciła głową dając znak Davidowi, że zakończyła swój „wywód”. Brunet westchnął i, nadal klęcząc przed dziewczyną, zamknął jej dłonie w swoich.
- Dobrze. Więc teraz mnie uważnie posłuchaj. Będę się pewnie wymądrzał, ale ktoś ci chyba musi co nieco powiedzieć abyś zrozumiała parę rzeczy... – Laura nadal miała odwróconą głowę i przymknięte powieki. – Laura, spójrz na mnie...
Rudowłosa powoli odwróciła twarz w jego stronę i zmusiła się do spojrzenia chłopakowi w oczy. Jego źrenice lśniły. Nie wiedziała od czego, ale kochała ten widok.
- Skarbie. Po pierwsze: nigdy nie ukrywaj przede mną swoich uczuć. Nawet jeśli boisz się, że mnie zranisz, to nigdy więcej tego nie rób. Chciałbym wiedzieć co czujesz, a nie się domyślać. Takie ukrywanie całej prawdy nic nie da, a tylko może pogorszyć sprawę. Bo moje domysły czasem zawodzą i nie zawsze mogę na nich polegać. Poza tym, ty mi zawsze powtarzasz, że mam ci mówić cała prawdę, nawet tą najgorszą...Ja też chcę otrzymywać cały pakiet informacji a nie jakieś wersje testowe – na twarzy dziewczyny pojawił się leciutki uśmiech. – o, czy to był uśmiech? Poproszę replay...o taak, to był uśmiech. Jaki piękny. – brunet uśmiechnął się do dziewczyny i musnął kciukiem jej policzek. – Po drugie, co do twoich obaw i „bezużyteczności”. Kochanie, przyjaciele nie są jakimiś mutantami, które muszą mieć gotową odpowiedź na każde pytanie, czy gotową radę na każdy problem. Jesteś tylko człowiekiem. Nie jesteś w stanie przewidzieć przyszłości. Przyjaciele po prostu mają być. I ty jesteś. A do tego chcesz pomóc. To więcej niż można oczekiwać. Taka przyjaciółka to skarb. A ja jestem skrzynią w której ten skarb jest chroniony, bo jesteś moją dziewczyną... A po trzecie, to przepraszam. Przepraszam, że swoim głupim zachowaniem znowu doprowadziłem cię do łez, że znowu się przeze mnie martwiłaś. Moje dzisiejsze zachowanie było bardzo szczeniackie. Zamiast od razu przyjść i porozmawiać, udawałem obrażonego królewicza.
- Chyba ropuchę – dziewczyna zachichotała.
- Ropuchę...to w takim razie królewno, przemień mnie w księcia...I proszę cię – nie smuć się i nie płacz dzisiaj już więcej... – zbliżył swoją twarz do dziewczyny. Po chwili poczuł jak jej ciepłe wargi dotykają jego. To był krótki pocałunek, ale miał w sobie jakąś magię... Może dlatego, że był ICH pocałunkiem, a ich miłość...każda miłość, ma w sobie coś z magii...
***
Alexis weszła po cichu do sali przyjaciółki. Suse miała słuchawki od mp3-ójki, więc nie słyszała, jak blondynka weszła. Dopiero kiedy Alexis usiadła na łóżku dziewczyna zwróciła na nią uwagę. Uśmiechnęła się i zdjęła słuchawki z uszu.
- No nareszcie. Już myślałam, że coś wam zrobiłam i o tym nie pamiętam.
- Nie, coś Ty.
- To czemu tak długo ani Ciebie ani Laury tu nie widziałam? Laury nadal nie widzę...
- Laura rozwiązuje problem z Davidem. A ja...no cóż...to skomplikowane.
- Ja mam czas – puściła do niej oczko uśmiechając się. Alexis westchnęła.
- No dobrze. Nie będziesz zadowolona z tego co ci powiem. Znając życie nakrzyczysz na mnie, ale sama się o to prosiłaś.
- Przejdźmy do sedna proszę... – ponagliła przyjaciółkę Czarna.
- Eh...Nie przychodziłyśmy – mówię tu też o Laurze bo jej także dotyczy ten problem – ponieważ czułyśmy się jak najgorsze przyjaciółki pod słońcem.
- No, to są największe bzdury jakie kiedykolwiek słyszałam.
- Oj, wstrzymaj się z komentarzami jeszcze, proszę – Susan westchnęła zniecierpliwiona. – Czułyśmy się tak, ponieważ nie miałyśmy pojęcia co mamy Ci doradzić. Nie znajdowałyśmy żadnego sensownego słowa pocieszenia, kompletnie nic. Mimo, że jakiś czas temu Laura była w podobnej sytuacji to jednak nie umiałyśmy znaleźć żadnej mądrej rady, co powinnaś zrobić. Dlatego nie pojawiałyśmy się tutaj tak długo...Eh...przepraszam cię... – Alexis zakończyła swój wywód i spojrzała przyjaciółce w oczy ze smutkiem. Susan wyciągnęła rękę do dziewczyny i popukała ją w czoło.
- Zabraniam wam mieć takie dziwne myśli. Jesteście moimi przyjaciółkami, ale nie wymagam od was, abyście znały odpowiedź na każde zadane przeze mnie pytanie. Wy nie macie podsuwać mi do wyboru gotowych scenariuszy kolejnej sceny z mojego życia, to nie o to chodzi w przyjaźni. Chodzi przede wszystkim o to, abyście były teraz ze mną, wysłuchiwały moich zażaleń jaki to Max jest okropny, od czasu do czasu powiedziały mi – tak jak ja tobie teraz – że gadam głupoty. Nawet jeśli czasem nie macie żadnych rad ani sensownych słów otuchy, to naprawdę –wystarczy mocny uścisk, uśmiech i to, że posiedzicie tu ze mną. Nawet w ciszy, bo czasem milcząc można „usłyszeć” więcej słów niż rozmawiając. I kocham was za to, że jesteście ze mną, że mnie wspieracie i, że się martwicie o mnie.
Nastąpiła chwila ciszy. Alexis miała zaszklone oczy. Głos ugrzązł jej w krtani i nie była w stanie wypowiedzieć ani słowa. Kiwnęła ręką na Susan, aby ta do niej się przysunęła, po czym przytuliła ją najmocniej jak potrafiła. Siedziały tak chwilę, kiedy ciszę przerwał dźwięk otwieranych drzwi i stanął w nich Gabriel.
- O jak dobrze zobaczyć normalne ludzkie odruchy – zaśmiał się.
_______________________________________
K. 6/04/2009 21:51:57
komentarzy 3 ||
Komentuj