Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
część 7.

część 7.

Alexis znalazła się pod domem przyjaciółki już po kilku minutach drogi. Mieszkały z Sue i Laurą niedaleko. W każdej chwili mogły się spotkać, co było dla każdej bardzo ważne. Alexis nie rozmawiała z rudowłosą od tego incydentu na jej imprezie. Może wyglądało to tak, jakby dziewczynie nie zależało na przyjaciółce. Ale tak nie było. Alexis bardzo przeżywała całą tą sytuację, ale było jej głupio, że stało się to akurat u niej w domu. „Mogłam nie pozwolić tej małpie wejść” – pomyślała. Na większych imprezach zawsze było tak, że każdy przyprowadzał znajomych, ci znajomych swoich znajomych i tym sposobem było coraz więcej ludzi. Nie dało się przewidzieć kto przyjdzie, nie dało się też kontrolować tego kto wchodzi. Ale Alexis widziała Crystal. Wiedziała kto ją przyprowadził. I nie wyrzuciła jej. Myślała, że skoro związek blondyny z Davidem skończył się dość dawno, to nic złego się nie stanie. Ale się pomyliła. I teraz czuła się współwinna. No, ale w końcu musiała wyjąć głowę z piasku i zmierzyć się z Laurą, nawet jeśli ta miałaby do niej pretensje i miałaby jej zamknąć drzwi przed nosem.
Nacisnęła na dzwonek. Nikt nie otwierał. Nacisnęła raz jeszcze...Nic. Zaniepokoiła się. Wyciągnęła telefon i wybrała numer Laury. Po chwili usłyszała głos Rudej. Alexis odetchnęła z ulgą.
- Hej Kochana blondynko – przywitała ją Laura
- Cześć! Już myślałam, że coś się stało – stoję przed twoimi drzwiami i nikt mi nie otwiera – dziewczyny zawsze mówiły sobie co czuły w danej chwili – jeśli się o kogoś martwiły (nawet jeśli niepotrzebnie), jeśli były złe na siebie, miały do którejś żal, albo kiedy po prostu chciały powiedzieć, jak kochają się nawzajem. To naprawdę wzmacniało ich przyjaźń – szczerość i zaufanie.
- Eh, głuptasie. Nie ma mnie w domu. Jestem na spacerze w parku. Może się spotkamy? - zapytała
- Mhm. Bardzo chętnie. W sumie to po to przyszłam – żeby się spotkać – odpowiedziała Alexis z uśmiechem. – Może być przed fontanną za dziesięć minut?
- Pewnie! To do zobaczenia! – Laura rozłączyła się.
Alexis odniosła wrażenie, że rudowłosa była jakaś bardziej radosna. Może nie chciała dać po sobie poznać...Ale nie, to do niej nie podobne...A może podjęła jakąś decyzję...Blondynka szybkim krokiem ruszyła w stronę parku.

***
Max szedł uliczkami Londynu. W uszach rozbrzmiewała głośna muzyka. Zastanawiał się czy Sue w ogóle będzie chciała z nimi iść na bilard. Teraz jej myśli kręcą się wokół brata i Laury. Max był trochę o to zły. Bynajmniej nie był zazdrosny o Davida – w końcu to jej brat – ani zły, że się z nim nie spotyka. Chodziło mu jedynie o to, że Sue za bardzo wszystko przeżywa. A już szczególnie kiedy jakaś sprawa dotyczyła jej przyjaciół czy rodziny. Czarna była osobą, która gdyby mogła to zbawiłaby świat. Owszem były osoby, których szczerze nie lubiła, ale nigdy nikomu nie życzyła źle. Chyba właśnie za to jej szczere serce Max tak ją uwielbiał.
Zastanawiają się nad tym wszystkim, Max coraz bardziej zbliżał się do domu przyjaciółki. Zapukał do drzwi. Po chwili czarnowłosa otworzyła mu drzwi.
- Max? Cześć! Co Ty tu robisz? – zapytała Sue po czym przywitała się z chłopakiem dając mu buziaka w policzek.
- Cześć. Wpadłem, żeby cię wyrwać z domu. Umówiłem się z Arturem i Gabrielem w klubie „Paradise” i pomyślałem, że zabiorę cię ze sobą. Nawet nie próbuj odmówić – uśmiechnął się cwaniacko. Sue spojrzała na niego podejrzliwie, po czym zaśmiała się radośnie. Maxowi ulżyło, kiedy usłyszał ten śmiech. „Jak miło zobaczyć jej uśmiech. Nie lubie kiedy jest smutna” – pomyślał.
- Nawet nie mam zamiaru próbować – puściła do niego oczko – Poczekasz chwile a ja się przebiorę? - zapytała
- Jasne – blondyn wszedł do domu i skierował się w stronę dobrze znanego mu salonu. Tyle razy tu bywał. Usiadł na wygodnej beżowej kanapie. Do pokoju wpadały promienie letniego słońca. Było tu bardzo przytulnie. W oknach wisiały śnieżnobiałe firanki, a po bokach zsunięte były brązowozłote zasłony. Cały pokój utrzymany był w tonacji beżowo brązowej. Meble były z jasnego drewna. Na podłodze leżał ogromny dywan. Naprzeciwko kanapy znajdował się duży kominek, na którym stały zdjęcia rodziny. Były tam też zdjęcia całej ich paczki. Max uśmiechnął się kiedy zobaczył to zdjęcie. Przedstawiało ich szóstkę nad jeziorem, na wakacjach. David uśmiechał się tuląc do siebie Laurę. Alexis i Susan opierały się o siedzących na piasku braci Langford. Widać było, że wszyscy są ze sobą bardzo zżyci. Chłopak cicho westchnął na wspomnienie tamtych czasów i się uśmiechnął. Usłyszał spokojne kroki Susan. Wyszedł z salonu. Jego oczom ukazała się czarnowłosa w pięknej, letniej, czerwono czarnej sukience, sięgającej do kolan.
Max uśmiechnął się szeroko.
- To idziemy? – zapytała widząc jego uśmiech i lekki błysk w oczach. Chłopak nic nie powiedział tylko kiwnął głową.
Po drodze rozmawiali o Davidze i Laurze – Max domyślał się, że nie ominą tego tematu. Kiedy Sue mówiła o tej dwójce trochę posmutniała. Opowiedziała mu o tym co rano się wydarzyło.
- Mam nadzieję, że się gdzieś spotkają. Może jednak porozmawiają i zauważą, że nie potrafią bez siebie normalnie funkcjonować.
- Oszukiwanie siebie i unoszenie się honorem i dumą to najgorsze co można zrobić...Wydaje mi się, że w takich sytuacjach powinno się schować dumę do kieszeni i posłuchać przez chwilę serca. Wiesz, wydaje mi się, że Laura przeżywa teraz wewnętrzną wojnę dumy, serca i rozumu...Z jednej strony chciałaby jak najszybciej wrócić do Dave’a i zapomnieć o wszystkim a z drugiej...On ją jednak oszukał i zranił... – Sue wypuściła głośno powietrze i spojrzała na Maxa. Uśmiechnęła się chytrze
- A Pan otrzymał dyplom magistra psychologii czy jak? – już wiem po kim Gabriel ma to zamiłowanie do tej dziedziny nauki – pokazała mu język, bo czym zaśmiała się. Susan czasem była zwariowana i zachowywała się jak kilkuletnie dziecko. Uważała, że każdy – nawet najstarszy człowiek świata – powinien mieć coś z dziecka. Według niej odrobina dziecka w każdym człowieku sprawia, że mamy dystans do siebie i chociaż na chwile możemy popatrzeć na szary świat przez różowe okulary.
Max poczochrał jej włosy i też zaczął się śmiać. Jednak po chwili wrócił do tematu ich rozmowy.
- Między nimi wszystko się ułoży, zobaczysz – Sue spojrzała a niego i przytaknęła, nadal z uśmiechem na twarzy.
- Hmm...To co Panie magistrze psychologii...Sprawdzimy Pana kondycję? Kto pierwszy do klubu! – krzyknęła dziewczyna i zaczęła biec przed siebie. Miała na nogach buty na niewielkiej szpilce, ale była jedną z tych dziewczyn, które potrafiły w nich szybko biegać. Max został trochę w tyle, ale szybko to nadrobił...

***
- Gdzie jest Max? – zapytał Artur. Razem z Gabrielem grali już w bilard sącząc od czasu do czasu piwo.
- Poszedł jeszcze po Sue Rose – wyjaśnił młodszy Langford.
- Dziewczyna wpadła mu w oko, co? – zapytał Artur. Znał Sue od 2 lat. Nie spędzali ze sobą tyle czasu co Gabriel czy Max ale lubili się i dobrze rozumieli.
- Jego spytaj – Gabriel odpowiedział wymijająco. Nie chciał mówić czarnowłosemu o uczuciach brata, gdyż nie wiedział czy ten sobie tego życzy. Wiedział, że może powiedzieć komuś z ich paczki, ale co do Artura nie był pewny. „Jeśli Max będzie chciał to sam mu powie” – pomyślał blondyn. Artur uśmiechnął się.
- W porządku, rozumiem – nie chcesz mówić. W sumie to nie moja sprawa. Jeśli Max będzie chciał to sam mi powie. Dobra, gramy. Zanim oni przyjdą to zagramy całą turę – zaśmiał się i wbił dwie bile do łóz...


K. 12/12/2008 00:55:11
Powrót || Komentuj


**********






Tyle zajrzało...
15667

Spis treści...
2009
Sierpień
Lipiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2008
Grudzień


Szablon by ME! Tylko dla w-rytmie-serc.blog4u.pl