Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
część 18.

część 18.

David próbował przedrzeć się przez tłum, który ustawił się wokół dwójki bijących się. Niektórzy skandowali i zachęcali do dalszej walki; inni zwyczajnie byli ciekawi co się wydarzy. Brunet przeciskał się między ludźmi, chcąc jak najszybciej dotrzeć do Maxa i Daniela. Jednak myślami był przy Sue. Martwił się o siostrę, nie wiedział co jej jest. W głębi duszy miał nadzieję, że to nic poważnego. Za nic w świecie nie chciał, aby dziewczyna cierpiała po raz wtóry z powodu Daniela. „W ogóle co ten dupek tu robi?” – myślał – „Miał się tu więcej nie pokazywać Nie zrozumiał w ojczystym języku co 2 lata temu do niego mówiłem?”
W końcu przedarł się przez tłum gapiów. Doskoczył do bohaterów bójki i próbował odciągnąć ich od siebie. Niestety z marnym skutkiem. Dodatkowo dostał w twarz od któregoś z nastolatków. Na szczęście z pomocą przyszedł mu Gabriel. Z trudem powstrzymali chłopców od dalszej walki. Obaj wyglądali jak bohaterowie filmu „Podziemny krąg” . Maxowi leciała krew z wargi. Policzek miał rozcięty, na skroni siniaka a knykcie pokrwawione. Był wściekły. Oczy mu się błyszczały i głośno dyszał. Daniel wyglądał podobnie – leciała mu krew z wargi i nosa, miał podbite oko i siniaki na policzkach. Wyglądał na zmęczonego, ale zdeterminowanego do dalszej walki.
- WYSTARCZY! Gabriel, możesz zaprowadzić go na górę, żeby ochłonął? – zapytał stojącego obok blondyna, wskazując na Daniela - Chcę z nim potem porozmawiać.
David kazał rozejść się towarzystwu, najlepiej do domów. I tak było dobrze po północy, a impreza miała się skończyć o pierwszej, więc parę minut nie robiło różnicy.
- Jak ty wyglądasz, Max? Eh...Chodź szybko, zobaczymy co z Sue. W ogóle co jej się stało?! – brunet krzyknął na swojego rówieśnika. Był wściekły.
- Kiedy biliśmy się z Danielem Suse podbiegła, żeby nas rozdzielić. Ten palant odepchnął ją. Upadła na schody uderzając o poręcz. Pobiegłem do niej, ale Daniel nie dał mi zobaczyć co z nią uderzając mnie ponownie. Mam nadzieję, że nic się jej nie stało.
- Też mam taką nadzieję.
Pobiegli do salonu, gdzie Laura z Alexis przeniosły Sue.
- Co z nią? – zapytał Dave.
- Jest nieprzytomna. Zadzwoniłam po karetkę.
- Świetna decyzja Kochanie.
Obaj usiedli na łóżku obok Czarnej. David pogłaskał ją po głowie z niesamowitą czułością. Patrząc na dziewczynę czuł jakiś nieokreślony spokój, ale jednocześnie podświadomość „przypominała” mu, że jego siostra jest nieprzytomna, co sprawiało, że budził się w nim lęk. Max ujął dłoń swojej dziewczyny. Nie patrzył na nią. Nie był w stanie spojrzeć w jej twarz – nawet nieprzytomną. Czuł się winny wszystkiemu co się dzisiaj wydarzyło z Danielem w roli głównej. Czuł się fatalnie i czekał tylko aż Susan się obudzi – nie przyjmował do siebie na razie innej możliwości – aby powiedzieć jej jak mu przykro i przeprosić za wszystko.
Po paru minutach przyjechała karetka. Kiedy już mieli wyjść David przypomniał sobie o Gabrielu i Danielu czekających na górze.
- Dojadę do szpitala za chwilę. Muszę pogadać z Danielem. Panie doktorze gdzie ją zabieracie? – zapytał lekarza.
- Do Szpitala Dobrej Nadziei.
- Dobrze, dziękuję – pocałował Laurę – zaopiekuj się nią. Powiedz, że jesteś z rodziny, niech ci udzielą jakiś informacji.
- Dobrze. Przyjedź szybko....I może zawiadom rodziców?
- Tak, masz racje. OK., zobaczymy się w szpitalu.
Kiedy karetka odjechała David pobiegł na piętro. Zobaczył w którym pokoju pali się światło i wszedł do niego. Kiedy tylko zobaczył Daniela podszedł do niego i popchnął pod ścianę. Podciągnął do góry za koszulę i wycedził:
- Co ty tu do cholery robisz? Przez ciebie Sue jedzie do szpitala. Czego znowu od niej chcesz?
- Przyjechałem się z nią pogodzić.
- Jak ja się z tobą „pogodzę” to ci matka nie uwierzy, że tak się w dzisiejszych czasach ludzie godzą!
- Ale o co ci chodzi? – zapytał lekceważącym tonem Daniel.
- O to, że ledwie się zjawiłeś, a już są problemy. I to wiecznie Sue je ma. Już raz ci powiedziałem, że masz się od niej trzymać z dala. Nie interesują mnie twoje potrzeby. Dla mnie ważne jest, to czego ona chce i co jest dla niej najlepsze. A wiem, że ona nie chce ciebie widzieć. Jest jej dobrze bez ciebie.
- Tak? Bo ma Maxa?
- Nie tylko, ale w dużej mierze dlatego.
- A nie zauważyłeś, że to właśnie on mnie do niej przyprowadził? Ten naiwniaczek nawet nie pomyślał, że mogę być kimś innym, niż tym za kogo się podałem.
- Nie waż się obwiniać o wszystko Maxa! – wtrącił się Gabriel – Gdyby nie to, że nigdy wcześniej cię nie widział już dawno byś był daleko stąd.
- Jassne.... – kpiąco odpowiedział Daniel.
- Słuchaj! Domyślam się, że twoim prawdziwym celem jest odzyskać Sue. Nie jest tak trudno odgadnąć twoje zamiary. Ale niestety na marne wydawałeś kasę na bilet i w ogóle. Możesz wracać z powrotem, bo ona dawno wykreśliła cię ze swojego życia. A teraz wypieprzaj z tego domu i tej okolicy. I żebym cię to więcej nie widział, bo obiecuję ci bolesną operację plastyczną...I to raczej nie upiększającą. WYNOŚ SIĘ! - David wyrzucił blondyna z pokoju i sprawdził na dół. Przed opuszczeniem domu Daniel odwrócił się i powiedział:
- Nie myśl, że masz nade mną władzę. To jeszcze nie koniec. Bywaj Dave – ostatnie słowa wypowiedział bardzo dobitnie, a na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. David posłał mu wrogie spojrzenie i zatrzasnął drzwi.
- Sądzisz, że tu wróci? – zapytał Gabriel.
- Nie wiem, ale znając jego to nie da za wygraną. Ale następnym razem to mnie będzie trzeba oddzielać od niego. Nie dziwię się, że Max ruszył na niego z pięściami...swoją drogą, nieźle go załatwił – Obaj zaśmiali się – Ale nie rozumiem niestety jak mógł być tak nieostrożny. Wystarczyło najpierw zadzwonić do Sue i zapytać o Daniela. No nic...jedziemy do szpitala.

***
Max siedział na szpitalnym korytarzu nerwowo ruszając nogą. Miał rozbiegane oczy. Gdy tylko zza rogu korytarza, gdzie przed chwilą zniknął lekarz Sue, wychodziła jakaś osoba, chłopak natychmiast się podrywał z miejsca, chcą jak najszybciej dowiedzieć się czegoś o stanie swojej dziewczyny. Czuł się fatalnie. Miał olbrzymie wyrzuty sumienia. Wiedział, że jeśli, nie daj Boże, coś się stanie Susan, to on będzie za to w pełni odpowiedzialny. Wiedział, że sam sobie tego nie wybaczy a co dopiero rodzina i przyjaciele Czarnej. Cały czas przez jego myśli przewijało się milion scenariuszy dotyczących Sue i jej obecnego stanu. Najgorszy, który za wszelką cenę próbował wyrzucić ze swojej głowy, to ten przedstawiający doktora wychodzącego zza rogu korytarza ze spuszczoną głową i oznajmiającego Maxowi, że robił wszystko co w jego mocy, ale Sue nie żyje. Widział siebie opadającego na kolana, krzyczącego w niebogłosy, widział Laurę, która tuli się do Alexis i płacze. W końcu widział Davida i Gabriela. Słyszał płacz David i słowa Gabriela „To twoja wina”.
Potrząsnął głową, chcąc wyrzucić tę scenę z wyobraźni. Modlił się w duchu do Boga, aby uratował jego dziewczynę. Na co dzień nie był nadzwyczajnie wierzący, nie chodził do kościoła, jedynie w święta, ale wiedział, że Bóg istnieje i wiedział, że ma władzę nad tym co się dzieje na ziemi. Wiedział, że tylko On może dawać i odbierać życie, dlatego teraz błagał Go o pomoc dla Suse. Liczył na to, że zostanie wysłuchany.
Usłyszał jakieś kroki. Od razu wstał. Okazało się, że to David z jego bratem.
- Gdzie jest Laura? – zapytał Dave.
- Poszła po kawę z Alexis.
- A wiadomo coś już, co z Sue?
- Nie. Lekarz powiedział jedynie, że muszą przebadać Sue dokładnie i dopiero wtedy coś powiedzą.
- Ja muszę wiedzieć coś więcej i to natychmiast! – prawie krzyknął David i pobiegł poszukać gabinetu lekarskiego.
Gabriel schował ręce do kieszeni i powoli podszedł do brata. Max spojrzał na niego. Młodszy Langford zobaczył w jego oczach ogromny smutek i żal oraz...strach...Coś, co Max raczej próbował ukryć. Nie lubił się bać, ale przecież to nic wstydliwego. Wręcz przeciwnie, jeśli się czegoś boimy, to oznacza, że czujemy. A posiadanie uczuć, to coś ogromnie wartościowego...coś ludzkiego. To coś, z czego powinniśmy być dumni. Zazwyczaj boimy się o tych, których darzymy jakimś głębszym uczuciem – przyjaźnią lub miłością. I jest to normalne.
- David kazał mu się wynosić – powiedział Gabriel. Wydawało mu się, że Max chciałby to wiedzieć-Był mocno wkurzony, że Daniel pojawił się znów w Londynie.
- Jaki ja byłem głupi... – powiedział Max, jakby w ogóle nie słuchając brata.
- O co ci chodzi? – zapytał Gabriel, zdziwiony słowami siedzącego przed nim blondyna.
- Poznałem Daniela w klubie. Sprzedał mi bajkę, że jest dawnym przyjaciele Sue. Zaprowadziłem go do niej. Nie miałem pojęcia, że to Daniel, bo Czarna nigdy nie pokazywała mi żadnego jego zdjęcia. Ale to mnie nie usprawiedliwia, bo zamiast stawiać go pod jej drzwiami mogłem najpierw zadzwonić do Sue i wypytać o niego. Powinienem chociaż być odrobinę zazdrosny i z tej zazdrości utrudnić mu poszukiwania jej. Ale nie, pełen ufności, że rzeczywiście jest zwykłym kumplem z dawnych lat za rączkę niemalże zaprowadziłem go pod jej dom. Na balu też pojawił się dzięki mnie. Wszystko przez moją głupotę – chłopak schował twarz w dłoniach.
- Rzeczywiście nabroiłeś, ale skąd mogłeś wiedzieć, że to akurat on. Jak znam Daniela, to pewnie podał ci fałszywe imię – Max przytaknął – No właśnie. Dlatego przestań się obwiniać.
Brat Gabriela nic nie dopowiedział. Na korytarzu zapadła cisza. Jedynie od czasu do czasu rozchodził się dźwięk butów przechodzących lekarzy i pielęgniarek. Biało-niebieskie ściany były niesamowicie przygnębiające. Szpital był zimny i nieprzyjemny. Gabriel siedzący na twardym krześle zastanawiał się jak, w takim miejscu, można mieć jakieś optymistyczne myśli, a co dopiero – będąc chorym – walczyć o życie. Po jakimś czasie usłyszeli szybkie kroki. Max ponownie wstał z krzesła. Zza rogu wyszedł David z Laurą i Alexis. Do chłopaka podbiegli bracia.
- Jej stan jest stabilny. Ma kilka szwów na głowie i po obudzeniu, które powinno nastąpić lada chwila, może być lekko oszołomiona. Na szczęście czaszka nie została uszkodzona.
Informacja ta przywróciła wszystkim uśmiech na twarzy.
- Mówiłem, że będzie dobrze – powiedział Gabriel ściskając brata.
Max nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Wszystkie jego złe scenariusze rozprysły się jak bańka mydlana. Do oczu napłynęły mu niekontrolowane łzy, ale powstrzymał je.
Usiadł z powrotem na krześle, zamknął oczy i z ogromną ulgą wypuścił powietrze. Po chwili podszedł do niego David.
- Możemy chwilę pogadać?
- Tak.
Odeszli parę kroków od pozostałych.
- Posłuchaj, chcę, żebyś wiedział, że nie winię cię za to, co się stało, ale też nie potrafię...nie umiem zaakceptować i zrozumieć twojej nieostrożności. Nie mówię tu o tym co się stało podczas bójki, ale o tym, że dopuściłeś do swojej dziewczyny obcego chłopaka. Nie znałeś go. Przecież każdy może ci wcisnąć kit, że jest dawnym znajomym, krewnym, czy kim tam jeszcze. I co, wszystkim uwierzysz? A gdyby zrobił jej coś? Stary, trzeba było przynajmniej być przy ich pierwszej rozmowie, po tym jak poznałeś go w klubie. Sue była roztrzęsiona, kiedy do mnie po ich spotkaniu dzwoniła. Naprawdę, nie wiedziałem, że taki jesteś łatwowierny, żeby nie powiedzieć naiwny. Mam nadzieję, że cię to czegoś nauczyło...Wiem, prawię ci kazania, a jestem w twoim wieku, ale tu chodzi o moją siostrę i twoją dziewczynę. Ona cię cholernie kocha a niestety przez ciebie spotkała się z facetem, którego starała się wyrzucić z serca i ze swego życia przez dobry rok.
Max słuchał tego wywodu ze spuszczoną głową. Jak 4 - latek, który nie posłuchał mamy. Bo tak się czuł – jak nieodpowiedzialny gówniarz, który „porozmawiał z nieznajomym”. David miał całkowitą rację – Max to wiedział. Nie liczył na słowa otuchy i pocieszenia. W sumie dziwnie by się czuł, gdyby Dave podszedł do niego, wyciągnął rękę na zgodę i powiedział radosnym tonem „Nic się nie stało, ważne, że już jest ok.”
- Przepraszam. Sue oczywiście też przeproszę, chociaż wiem, że to na nie wiele się zda. Czuję się jak kompletny palant. Nie mam pojęcia czemu w ten sposób się zachowałem. Teraz, kiedy analizuję to, co zdarzyło się w klubie, sam siebie nie potrafię zrozumieć. A najgorsze jest to, że Sue nie była bezpieczna w chwili kiedy Daniel ponownie pojawił się koło niej. Jest mi wstyd. Jeszcze raz przepraszam.
- Mam nadzieję, że on się już tu nie pojawi.
- Też mam taką nadzieję, ale jeśli jednak znów go zobaczę, to obiecuję być o wiele bardziej bezpiecznym i przede wszystkim będę uważał na Sue. – Dave poklepał go po ramieniu.
- No dobra, już skończmy z tym bo czuję się jak własny ojciec.
- Właśnie, a propos – dzwoniłeś do nich?
- Tak, już jadą. W sumie troszkę niepotrzebnie bo nic się nie dzieje, ale cóż...w końcu to rodzice – martwią się wszystkim.
- A kiedy będzie można iść do Suse? – zapytał Max
- Z tego co powiedział lekarz to już teraz. Dobrze będzie, jeśli zobaczy nas wszystkich kiedy się obudzi.
- To chodźmy do niej czym prędzej.

***
Daniel wracał do swojego hotelowego pokoju. Szedł ciemnymi uliczkami parku, który oświetlały jedynie nieliczne lampy. Park był pusty. W tej ciemności park wyglądał jak „wyjęty” z horroru. Wiał chłodny wiatr, który poruszał starą, skrzypiącą huśtawkę. Daniel przyspieszył kroku. Nie lubił takich miejsc. Próbował skupić myśli na tym, co wydarzyło się tego dnia. Był pewny sukcesu, kiedy udało mu się dostać bliżej Sue. „Kiedy ten głupi Max naiwnie zaproponował mi, że zabierze mnie na ten bal, myślałem, że już wszystko potoczny się „z górki” i spokojna rozmowa z Sue jest gwarantowana” – myślał. Ale tak się nie stało. Przeliczył się. Ale czy naprawdę tak ślepo w to wierzył? Czy nie było to za proste? „Nie, przecież takie rzeczy się zdarzają. Nie zawsze muszą być jakieś komplikacje.” – rozmyślał. „Ale potem Max zauważył, że Sue nie chce ze mną rozmawiać i przybiegł jej na ratunek. Zasrany rycerz. Szlag by go trafił! ”On chciał z nią przecież tylko porozmawiać. Nic więcej... „Na razie” – pomyślał. A na co więcej liczył potem? „Myślałem, że rzeczywiście mi wybaczy. Hm...Ale nie wziąłem pod uwagę, że znajdzie sobie kogoś. Chyba jej nie doceniałem...”.Przez cały czas, kiedy był na Manhattanie zastanawiał się jak Sue zareaguje, kiedy go zobaczy i był pewien, nie miał cienia wątpliwości, że rzuci mu się na szyje...może rozpłacze się ze szczęścia. „Zawsze miała skłonności do ryczenia” – powtarzał sobie. Nigdy mu nawet przez myśl nie przeszło, że może się nie ucieszyć. Sądził, że przez tyle lat zapomni już co zrobił...a przynajmniej wybaczy...Zawsze wszystkim wybaczała, to czemu miałaby nie wybaczyć jemu. Przecież go kochała... „Chyba będzie trzeba zmienić strategię...”.


K. 20/12/2008 01:12:28
Powrót || Komentuj


**********






Tyle zajrzało...
15667

Spis treści...
2009
Sierpień
Lipiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2008
Grudzień


Szablon by ME! Tylko dla w-rytmie-serc.blog4u.pl